Nasza oferta
Dla rodziców
Przedszkolaki

Jan Paweł II

 

ŻYCIE KAROLA WOJTYŁY

 

Przyszedł na świat 18 maja 1920 roku w Wadowicach. Był drugim synem Karola Wojtyły seniora i Emilii z Kaczorowskich. Państwo Wojtyłowie mieszkali w kamienicy przy ul. Kościelnej 7. Ich mieszkanie składało się z dwóch pokoi w amfiladzie i kuchni, do której wchodziło się z wewnętrznego krużganku na pierwszym piętrze. Nie było łazienki, bo w mieście nie istniał jeszcze wodociąg. Wodę przynosiło się z jednej z dwóch studni na rynku.

W mieszkaniu panowała atmosfera „mieszczańskiej godności". Wypełnione ono było książkami, świętymi obrazami i rodzinnymi fotografiami. Wśród nich, na honorowym miejscu, wisiało zdjęcie porucznika Wojtyły w mundurze legionisty.

Rodzina Wojtyłów żyła skromnie, utrzymując się z pensji ojca, który pracował jako urzędnik w Rejonowej Komendzie Uzupełnień. Matka pracowała dorywczo jako szwaczka i zajmowała się dziećmi. Brat Edmund, zwany w domu Mundkiem, starszy od Karola o 14 lat, pobierał nauki w wadowickim gimnazjum, a później studiował medycynę w Krakowie.

Wojtyłowie mieli jeszcze jedno dziecko – Olgę, która zmarła 16 godzin po urodzeniu 7 lipca 1916 r. w Białej. Karol, już jako Papież wspominał ją w opublikowanym po śmierci testamencie – na równi z rodzicami i bratem (fakt urodzin i śmierci starszej siostry Papieża ujawnił francuski dziennikarz i filozof André Frossard, autor wydanej w 1982 roku książki "Nie lękajcie się! Rozmowy z Janem Pawłem II").

Gdy przyszły Papież ukończył 6 lat rozpoczął naukę w czteroletniej szkole powszechnej. Był chłopcem wesołym, utalentowanym i – jak większość rówieśników – każdą wolną chwilę lubił spędzać na powietrzu. Latem grał w piłkę nożną. Najpierw grał na obronie. Miał nawet swój piłkarski pseudonim – Martyna (znany wówczas obrońca lwowskiej Pogoni) – wspomina jeden z jego kolegów. Najbardziej jednak – co sam wielokrotnie podkreślał – lubił stać na bramce. Koledzy wspominali: „Staraliśmy się strzelić mu gola, co było bardzo trudne, bo chłop był fest i ręce miał długie".

Od małego kochał też Lolek sporty zimowe. Na początku fascynował się szybką jazdą na sankach ze stromej góry, „żeby świszczało w uszach". Próbował też hokeja, ale z opłakanym skutkiem: z tamtych czasów pozostał mu ślad po rozcięciu łuku brwiowego w wyniku upadku na lód. Nieco później zaczął jeździć na nartach. Były to właściwie wędrówki po okolicy na deskach, wzdłuż rzeki Skawy lub po pobliskich pagórkach.

Na beztroskę dzieciństwa rzucała cień choroba matki. Była kobietą niedomagającą i słabą. I choć opieka nad młodszym synem sprawiała jej wiele trudności, wiązała z nim ogromne nadzieje. „Mój Lolek zostanie wielkim człowiekiem" – mawiała. Umarła 13 kwietnia 1929 roku. Miała 45 lat. Po śmierci matki Lolek zamknął się w sobie, szukając ucieczki w książkach i modlitwie.

Pocieszeniem dla dziewięcioletniego Karola był brat. Wprawdzie studiował w Krakowie, ale gdy tylko przyjeżdżał do domu każdą chwilę spędzali razem: grali w piłkę, chodzili w góry. Ale już trzy lata później wydarzyła się następna tragedia. W wieku zaledwie 26 lat Mundek zmarł nagle, gdyż jako lekarz szpitala w Bielsku zaraził się szkarlatyną od pacjentki. Był to dla Lolka ogromny wstrząs.

Ojciec ze wszystkich sił pragnął wynagrodzić mu to podwójne sieroctwo. Nie tylko prowadził dom, robił zakupy, gotował, czy prał. Był też, a może przede wszystkim, największym przyjacielem chłopca. Emerytowany porucznik – legionista, nazywany w mieście „Porucznikiem", obdarzony dobrą kondycją fizyczną, zaraził Lolka miłością do gór i aktywnego życia. Codziennie po kolacji wędrowali razem na krótsze spacery po okolicy, w niedziele zapuszczali się w dalsze rejony Beskidu Małego – na szczyty Leskowca, Madohory. Zdarzały się też wycieczki dalsze – w Tatry. To ojciec wprowadzał przyszłego Papieża w bogaty świat górskiej przyrody – uczył rozpoznawać gatunki drzew i kwiatów, nazywał ptaki i chrząszcze. Śpiewał mu przy ognisku wojskowe i harcerskie pieśni, akompaniując sobie na gitarze. Lubili razem grywać w futbol – Lolek bronił silne strzały ojca. Bywało, że grali szmacianą piłką nawet w mieszkaniu.

Z biegiem lat wolnego czasu było coraz mniej, bo większość dnia ambitny i pracowity uczeń poświęcał nauce. We wrześniu 1938 roku zdał egzamin do męskiego Państwowego Gimnazjum Śląskiego im. Marcina Wadowity. Była to świetna szkoła z tradycjami, w której wykładali doskonali profesorowie. Oprócz gruntownego przygotowania merytorycznego potrafili wpoić młodzieży głęboką miłość do Ojczyzny.

Z nauką Lolek nie miał żadnych trudności, zawsze był prymusem. Zawdzięczał to nie tylko wybitnym zdolnościom, szczególnie humanistycznym, ale i wytężonej pracy. „Zawsze miał <monotonne> świadectwa, z góry na dół <bardzo dobrze>!" – wspominał sąsiad z ławki, Antoni Bohdanowicz. – „Nie zdarzyło się chyba nigdy, aby przyszedł na lekcję nie przygotowany, jak to bywało niekiedy naszym udziałem".

Znany był z tego, że w miarę możliwości przygotowywał materiał również z wyprzedzeniem, na następne lekcje. Każdy przedmiot znał doskonale. Z arkuszy ocen wynika, że w klasie II i IV z języka polskiego i religii otrzymał ocenę „bardzo dobrą ze szczególnym zamiłowaniem".

Nigdy też nie ściągał, było mu to niepotrzebne, jak też i wbrew jego zasadom. Był jednak koleżeński i powszechnie lubiany. Często i chętnie odrabiał z kolegami lekcje i służył pomocą.

Karol wyróżniał się z grona rówieśników ogromną pobożnością. Codziennie w drodze do szkoły wstępował na moment do kościoła, modlił się też w ciągu dnia przed i po jedzeniu, a odrabiając lekcje robił przerwę na modlitwę po przerobieniu każdego przedmiotu. Ale przede wszystkim potrafił – jak żaden chłopak w jego wieku – oderwać się całkowicie od rzeczywistości, oddając się modlitwie. Jeden z jego kolegów z gimnazjum wspominał: „Lolek był niewątpliwie obdarzony charyzmą, ale my, jego rówieśnicy, nie rozumieliśmy tego wówczas".

Wielu sądziło już wtedy, że Lolek zostanie księdzem. I zdawało się, że nic tego nie zmieni, gdy nagle na jego drodze stanął teatr. Stworzone przez nauczycieli języka polskiego Kółko Teatralne łączyło młodzież z gimnazjów męskiego oraz żeńskiego. Na repertuar składały się głównie lektury obowiązkowe: „Kordian" Słowackiego, „Antygona" Sofoklesa, „Sobótka" Kochanowskiego, „Śluby panieńskie" oraz „Damy i huzary" Fredry, zaś widzami byli szkolni koledzy.

Karol Wojtyła – wysoki, przystojny, obdarzony pięknym głosem i doskonałą pamięcią – grał prawie we wszystkich spektaklach główne role, a zdarzało się, że i podwójne, jak choćby w „Balladynie" Słowackiego, gdzie odtwarzał zarówno rolę Kostryna, jak i Kirkora.

14 maja 1938r. osiemnastoletni Karol Wojtyła otrzymał celujące świadectwo maturalne i pożegnał wadowickie gimnazjum. W owym czasie taka matura upoważniała do podjęcia studiów na większości uczelni bez egzaminów wstępnych. Wielu zastanawiało się, jaki fakultet wybierze wszechstronnie utalentowany Lolek. Jedni wróżyli mu błyskotliwą karierę na deskach teatru, innym jawił się jako duchowny. Jednak początkujący poeta zaskoczył wszystkich wstępując na polonistykę na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Miał wyjątkowo długie wakacje (czerwiec – październik), przerwane jedynie w lipcu krótkim <stażem roboczym> w Junackich Hufcach Pracy przy budowie drogi pod Babią Górą. Także i tu pracowity Lolek dostał odznakę za wydajność oraz wyróżnienie.

We wrześniu 1938r. wziął udział w ćwiczeniach wojskowych Legii Akademickiej, a od października rozpoczął studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim. Trafił do grona wybitnie uzdolnionych studentów – Juliusza Kydryńskiego, Tadeusza Hołuja, Tadeusza Kwiatkowskiego, Jacka Stwory, Wojciecha Żukrowskiego. I od razu ujawniły się jego literackie zamiłowania. Już 15 października 1938 roku odbył się wieczór literacki najmłodszej – jak głosił anons – krakowskiej grupy literackiej, pt. „Drogą Topolowy Most". Wystąpili na nim m.in. Jerzy Kałamacki, Jerzy Bober, Tadeusz Kwiatkowski, Karol Wojtyła, Halina Królikiewiczówna, Krystyna Hojdysówna. Utalentowany student wkrótce zapisał się na dodatkowe zajęcia „żywego słowa" w Konfraterni Teatralnej, która miała kształcić przyszłych adeptów sztuki aktorskiej.

Pochłaniał masę książek. Sam pisał poezje. Nauka nie sprawiała mu najmniejszych trudności, doskonale przygotowany wyróżniał się spośród studentów. Otrzymywał najlepsze noty. Ale podobno po zdaniu ostatniego egzaminu z pierwszego roku, stojąc przed planem zajęć na następny, Karol cicho powiedział: „Nie, to nie jest to". Nikt wtedy nie rozumiał, co to miało znaczyć...

Na pierwszym roku studiów Karol mieszkał z ojcem w rodzinnym domu matki przy ulicy Tynieckiej, w robotniczej dzielnicy Krakowa – Dębnikach. Zajmowali tam dwa skromne pokoiki na parterze. Mimo braku w domu kobiecej ręki było tam zawsze czysto, choć skromnie. Wprawdzie często – szczególnie, gdy nastała okupacja – nie starczało pieniędzy na podstawowe wydatki, jednak Karol nigdy nie uskarżał się na żadne braki. Ojciec, podobnie jak w Wadowicach, z pogodą ducha zajmował się gospodarstwem domowym. Często bywało nawet tak, że własnoręcznie naprawiał buty.

Pewnego mroźnego dnia ojciec Karola nieoczekiwanie zachorował. Syn troskliwie opiekował się chorym, jednak dolegliwości nie ustępowały. 18 lutego 1941 roku Karol Wojtyła, 21 – letni chłopak z Wadowic, został zupełnie sam na świecie. Przez całą noc czuwał wraz z przyjacielem Juliuszem Kydryńskim przy zwłokach ojca. Być może była to noc przełomowa w jego życiu – z długiej rozmowy przyjaciół o życiu i śmierci narodziła się myśl o kapłaństwie.

Jednak zanim do tego doszło, trzeba było jakoś przetrwać trudne czasy. Trwała wojna i pani Kydryńska zadecydowała, że Karol zamieszka z jej rodziną przy ul. Felicjanek. Od dawna już był tu traktowany jak członek rodziny, gospodyni uważała go wręcz za swoje czwarte dziecko. Dzięki domowej atmosferze udało się Karolowi przetrwać najtrudniejsze chwile po śmierci ojca.

Pozbawieni możliwości studiowania Karol i Juliusz zatrudnili się w zakładach chemicznych Solvay w Borku Fałęckim. W ten sposób, dzięki życzliwości prezesa tej fabryki, uniknęli, podobnie, jak wielu młodych inteligentów, wywózki na roboty do Niemiec. Pracowali w należącym do zakładu pobliskim kamieniołomie. Każdego dnia wczesnym rankiem przyjaciele wychodzili do pracy. Praca ich była bardzo ciężka i wyczerpująca. Od ósmej do szesnastej „w najcięższe zimy wojenne, gdy mróz dochodził do 30 stopni, rozbijaliśmy młotami wapienne złomy i ładowaliśmy tę tłuczkę widłami na wózki wąskotorowej kolejki, dowożące je do fabryki" – wspominał Juliusz Kydryński. Dzienna norma zobowiązywała każdego robotnika do załadowania kamieniami jednego wagonu.

Karol wkrótce został pomocnikiem strzałowego. Ciężka praca fizyczna spowodowała, że z barczystego, kipiącego tężyzną fizyczną niedawnego studenta, stał się mizernym i wychudzonym robotnikiem, ważącym niecałe 56 kilo. Któregoś dnia upadł na drodze ze zmęczenia. Przykładał się do pracy, ale często jednak nie dawał rady. Był bardzo lubiany – za delikatność, skromność i takt – dlatego też wielu robotników pomagało mu w najcięższych pracach.

Doświadczenia z Solvaya – co podkreślał już jako Papież – pozwoliło mu zrozumieć życie i kłopoty robotników i znaleźć z nimi wspólny język. A także pojąć szczególną wartość pracy.

Równocześnie Karol zaangażował się mocno w działalność podziemnej organizacji „Unia", związanej ze środowiskiem katolickim Krakowa. „Unia" starała się chronić Żydów przed wywózką na śmierć, wynajdowała im schronienia i aryjskie papiery.

Popołudniami każdą wolną chwilę Karol poświęcał działalności literackiej i artystycznej. Kulturalne życie Krakowa zeszło do podziemia. W prywatnych domach odbywały się koncerty, deklamacje poezji, wykłady i dyskusje o literaturze, a także nauczanie języków obcych. Karol Wojtyła poświęcał się przede wszystkim teatrowi, ale znajdował jeszcze czas na własny rozwój. Dużo pisał. Z tego okresu pochodzą jego dramaty biblijno – historyczne „Hiob" i „Jeremiasz", pełne wiary w odzyskanie wolności. Ponadto ciągle uczył się z zapałem, studiował dzieła filozofów, czytał poetów: Miłosza, Przybosia, Peipera...

Kiedy do Krakowa przeprowadził się polonista z wadowickiego gimnazjum dr Mieczysław Kotlarczyk, Karol powrócił do skromnego domu na Tynieckiej 10, gdzie zamieszkał z rodziną Kotlarczyków. Osobowość i przyjaźń starszego o 12 lat Kotlarczyka wypełniły pustkę po stracie ojca.

Mieszkanie mieściło się na bardzo niskim parterze i z tego powodu nazwano je „katakumbami". Właściwie od razu zaczęły się tam odbywać próby teatralne, a wkrótce powstał Teatr Rapsodyczny.

Od 1 listopada 1941 roku – kiedy to odbyło się pierwsze przedstawienie Teatru Rapsodycznego – do końca okupacji aktorom udało się wystawić „ku pokrzepieniu serc" „Króla – Ducha", „Beniowskiego", „Samuela Zborowskiego" Słowackiego, „Pana Tadeusza", „Hymny" Kasprowicza, poezje Norwida i Wyspiańskiego. Teatr Rapsodyczny tworzyło tylko pięć osób: Mieczysław Kotlarczyk był dyrektorem artystycznym i reżyserem, Karol Wojtyła, Danuta Michałowska, Krystyna Ostaszewska i Halina Królikiewiczówna – aktorami. Jak zwykle Karol wyróżniał się wśród przyjaciół recytacją. „Zapowiada się nadzwyczajny aktor" – powiedział o nim kiedyś Juliusz Osterwa, stały bywalec tajnych widowisk.

Jednak niespodziewanie na jednej z prób w 1942 roku Karol oświadczył przyjaciołom, że zamierza studiować teologię. Był to dla wszystkich ogromny szok. Mieczysław Kotlarczyk długo nie mógł się pogodzić z decyzją swojego młodego przyjaciela. Przekonywał Karola o jego niezwykłym talencie aktorskim, snuł wizje wspaniałej kariery teatralnej. Karol – nie chcąc sprawić przykrości przyjaciołom, a zapewne też nie mogąc od razu porzucić swej wielkiej pasji – nie zrezygnował z udziału w przygotowanych już przedstawieniach. Ostatnim jego przedstawieniem był „Samuel Zborowski", grany w połowie 1943 roku.

Nie przerywając pracy fizycznej w Solvayu, Karol Wojtyła wstąpił do tajnego Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Krakowie i jednocześnie rozpoczął studia konspiracyjne na Wydziale Teologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. 29 lutego 1944 roku potrąciła go niemiecka ciężarówka wojskowa. Upadł i nieprzytomny leżał na ulicy. Z tramwaju zobaczyła go Józefina Florek, wysiadła, zatrzymała samochód, w którym jechał niemiecki oficer. Ten obmył Karolowi zakrwawioną głowę wodą z przydrożnego rowu i odwiózł do szpitala przy ulicy Kopernika. Stwierdzono wstrząs mózgu i zatrzymano Karola na oddziale do 12 marca. Po wyjściu ze szpitala napisał do swej wybawczyni list z podziękowaniem.

Gdy w „czarną niedzielę", 6 sierpnia 1944 roku Niemcy aresztowali w Krakowie siedem tysięcy mężczyzn, zaniepokojony tą sytuacją arcybiskup krakowski kardynał Adam Sapieha wydał polecenie, by Wojtyła wraz z kilkoma innymi alumnami zamieszkał w pałacu biskupim. Karol przestał chodzić do pracy. W związku z tym musiał uciekać się do znajomości i szukać protekcji, by nie ścigano go za samowolne opuszczenie Solvaya.

Dopiero koniec wojny pozwolił klerykom wyjść z ukrycia i rozpocząć normalne, jawne studia. Karol Wojtyła kończy trzeci i czwarty rok studiów teologicznych. Jak zawsze otrzymuje najlepsze noty. Zagłębiony w studiach nad św. Janem od Krzyża sam uczy się hiszpańskiego, by móc czytać dzieła teologiczne i poezje swego mistrza w oryginale.

W tym czasie debiutuje jako poeta poematem „Pieśń o Bogu ukrytym". Jednak nie podpisuje go nawet pseudonimem, postanawia bowiem naprawdę sięgnąć po pióro dopiero, kiedy ukończy seminarium.

Dowcipni koledzy, wyśmiewający jego pracowitość i zaangażowanie duchowe, przyczepiają mu któregoś razu na drzwiach pokoju karteczkę „Karol Wojtyła, przyszły święty".

Od kwietnia 1945r. do sierpnia 1946r. pracuje na uczelni jako asystent – prowadzi seminaria z historii dogmatu. Nie angażuje się w zażarte dysputy polityczne. Uważa, że „należy przede wszystkim pamiętać, że jest się polakiem, chrześcijaninem, człowiekiem".

Gdy dowiaduje się, że w Czernej karmelici ponownie otworzyli nowicjat, postanawia zwrócić się o przyjęcie do zakonu. Arcybiskup Sapieha stanowczo się temu sprzeciwia.

1 listopada 1946 roku Książę Metropolita kardynał Sapieha osobiście wyświęca Karola Wojtyłę na księdza.



(C) 1981 - 2019 Przedszkole nr 13 im. Jana Pawła II w Tarnobrzegu | realizacja medox.pl

Ta strona używa cookie m. in. w celach statystycznych. Dowiedz się więcej na ich temat i o zmianie ustawień w przeglądarce.
Korzystając z niniejszej strony, wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.